Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Austria”

Kukułeczka (generała) Kuka

            12 maja 1916 r. „Ziemia Lubelska” opublikowała na swych łamach odezwę zatytułowaną DO LUDNOŚCI Jen. Gubernatorstwa wojskowego!, zaczynająca się słowami: Na rozkaz Najwyższy Jego ces. i król Apostolskiej Mości, mego Najmiłościwszego Pana, obejmuję urząd generał gubernatora wojskowego na austr.-węg. obszarze okupowanym w Polsce. Na tem stanowisku witam jak najgoręcej ludność powierzonego mi kraju. W ten oto sposób powitał Lublinian, (jak również pozostałych mieszkańców generalnego gubernatorstwa lubelskiego) Karl Kuk, nowo mianowany gubernator Generalnego Gubernatorstwa Lubelskiego. Gubernatorstwo, powołane do życia 1 września 1915 r. obejmowało okupację austrowęgierską w Królestwie Polskim, czyli dotychczasowe gubernie: lubelską, kielecką, radomska i część piotrkowskiej oraz Jasną Górę (wydzieloną z okupacji niemieckiej).

1

            Dalej czytamy:            Zasady sprawiedliwości i życzliwości, któremi mój znakomity poprzednik przy sprawowaniu rządów tego kraju się kierował, będą mi również służyły za wskaźnik. Ów znakomity poprzednik,  to nie kto inny, jak Erich von Diller, poprzedni szef c. i k. okupacji. Kuk nie został przez wszystkich powitany z otwartymi rękoma, o czym świadczy chociażby opinia arystokratycznych kół warszawskich. Maria Lubomirska pisała w swym Pamiętniku: „Diller, były generał-gubernator w Lublinie, bardzo tam ceniony, został mianowany namiestnikiem w Galicji, a do Lublina przybyła natomiast marna figurka wojskowa nazwiskiem „Kuk”. Nie umie ani słowa po polsku i ze wszech miar krzywo nań patrzą na tym wysokim urzędzie”. Czy miał Kuk świadomość wspomnianej niechęci? Trudno powiedzieć, chociaż czytając dalszą część odezwy, takie właśnie możemy odnieść wrażenie: Od Was natomiast oczekuję, że nienagannem zachowaniem się ułatwicie mi życzliwe i przyjazne postępowanie.

20031013

           Karl Kuk

 

Warto na chwilę zatrzymać się przy osobie Karla Kuka. Urodził się 1 grudnia 1853 roku w Trieście, w rodzinie wojskowej – być może o korzeniach słoweńskich lub chorwackich (na co wskazywać mogłoby brzmienie jego nazwiska – w tych językach „Kuk” oznacza „skałę” lub „szczyt górski”). W roku 1876 ukończył Akademię Wojskowo-Techniczną w Wiedniu, następnie jako porucznik rozpoczął służbę w 2-gim pułku saperów. Rok 1883 zastał go jako kapitana w sztabie wojsk technicznych w Trydencie, gdzie opracowywał projekty fortyfikacji. W 1895 r. major Kuk wykładał sztukę fortyfikacji w Wyższej Szkole Wojennej w Wiedniu, a w 1904 – już jako pułkownik –  objął dowództwo Wojskowego Urzędu Kolei Żelaznych, Poczty i Telegrafów. Lata kolejne przyniosły mu stopień generała majora oraz stanowisko komendanta twierdz w Peterwardein (obecnie Petrovaradin) i Komorn (obecnie Komárom). W 1912 r. jako generał porucznik (Feldmarschalleutnant) objął dowództwo Twierdzy Kraków: po wybuchu I wojny światowej, z sukcesem dowodził jej obroną, za co w roku 1915 otrzymał awans na generała broni (Feldzeugmeistra). Jak już wspomnieliśmy, w maju 1916 Kuk przejął stanowisko gubernatorskie i… Wierny intencjom mego Dostojnego Monarchy, któremu dobro Wasze leży na sercu, skieruję me dążenia ku temu, aby według najlepszych sił łagodzić dalej ciężkie rany, zadane krajowi i popierać dalszy pomyślny rozwój tego kraju. „Dostojny monarcha” to, innymi słowy:

Von Gottes Gnaden Kaiser von Österreich;

Apostolischer König von Ungarn;

König von Böhmen, von Dalmatien, Kroatien, Slawonien, Galizien, Lodomerien und Illyrien;

König von Jerusalem etc.

Erzherzog von Österreich;

Großherzog von Toskana und Krakau;

Herzog von Lothringen, von Salzburg, Steier, Kärnten, Krain und der Bukowina;

Großfürst von Siebenbürgen;

Markgraf von Mähren;

Herzog von Ober- und Nieder-Schlesien, von Modena, Parma, Piacenza und Guastalla,

von Auschwitz und Zator, von Teschen, Friaul, Ragusa und Zara;

gefürsteter Graf von Habsburg und Tirol, von Kyburg, Görz und Gradiska;

Fürst von Trient und Brixen;

Markgraf von Ober- und Nieder-Lausitz und in Istrien;

Graf von Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenberg etc.;

Herr von Triest, von Catarro und auf der windischen Mark;

Großwoiwode der Woiwodschaft Serbien etc. etc.

a po polsku:

Z Bożej Łaski cesarz Austrii,

apostolski król Węgier,

król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii,

król Jerozolimy etc, etc…

arcyksiążę Austrii,

wielki książę Toskanii i Krakowa,

książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,

wielki książę Siedmiogrodu,

margrabia Moraw,

książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora,

Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru,

uksiążęcony hrabia Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki,

książę Trydentu i Brixen,

margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii,

hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu,

pan Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej,

wielki wojewoda województwa Serbii, etc, etc, …

Kaiser_franz

Kawa i pączki…

Mówiąc krótko: Franciszek Józef I (1830-1916), cesarz Austrii, król Węgier i Czech, patron miłośników kawy i pączków, twórca C. i K. Atmosfery Krakowa i Galicji (kawa i pączki? O Borze! – to taki las… Non possumus!). I nic więcej o nim w tym miejscu.

Kuk kończy swą odezwę słowami: Zwracam się do Was wszystkich o poparcie mnie w tej pracy; odnoście się do mnie z pełnem zaufaniem. Podpisano w Lublinie, d. 9 maja 1916 r. – C. i k. Generał Gubernator wojskowy, Karol Kuk, zbrojmistrz polny, w. r.

2

            Co w czasie pierwszych dni swego urzędowania zobaczył nowy gubernator w zacnym mieście Lublinie? Wątpliwe, żeby akurat szedł Szeroką i że natknął się na nieczystość czyli nieporządek w domu Szejnbruma, Bromberga, Brajdego i Kupferszmita oraz na posesjach Chany Grunwald, Sz. Rozentala,  L. Laufmana, Chany Goldbaum. Być może widział też, przez swoje okno, tak ze dwie setki kóz pędzonych przez nieznanego mu osobnika. Po pewnym czasie z rozbawieniem przyglądał się rozhisteryzowanej kobiecie z rozwianym włosem: była to Spesa Rasz szukająca swych… skradzonych pieniędzy. – Zaraz, czy ja widziałem przed chwilą kozy?! Muszę odpocząć… – westchnął.. Oburzył się też bezczelnością M. Aspisa, który naubliżał a potem pobił… w sumie mało istotne, kogo.

– Dziwne miasto… – pomyślał i zagłębił się w lekturze rozprawy Tadeusza Ciświckiego pt: „Czy Lublin był miastem rosyjskiem i prawosławnem?”

16527_IIIc_01-00005

P.S. Nigdy nie był, Panie Prezydencie… Pan tego nie zmienisz…

Ziemia Lubelska z 12.V.1916 r. (Nr 228)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Gumiś to fajny miś?

Wyobraźcie sobie, że budzicie się któregoś styczniowego ranka, dowiadując się, że oto nocą, Sejm Lepszego Sortu Polaków uchwalił, a rząd jeszcze przed świtem, w „Dzienniku Ustaw”, opublikował, ustawę nakazującą obywatelom oddać wszystkie gumowe płaszcze. Powiecie zapewne: „A co też nas mogą obchodzić gumowe płaszcze?” i wrócicie do swoich spraw. I natychmiast się od nich oderwiecie, bo po chwili okaże się, ze nie chodzi wcale o wykonaną z kauczuku garderobę, a o opony z waszych samochodów, rowerów i wszelkich innych pojazdów… Niemożliwe? Możliwe jak najbardziej – już raz rzecz taka się wydarzyła, a miało to miejsce 100 lat temu, w Lublinie…

Rok 1916 był kolejnym rokiem Wielkiej Wojny i kolejnym rokiem austriackiej okupacji Lublina. Wprawdzie działania wojenne przebiegały obecnie z dala od Lubelszczyzny, tym niemniej miasto podlegało bezwzględnym prawom wojennej gospodarki. Austriacy rekwirowali wszystko, co mogło – jak uważali – przynieść im upragnione zwycięstwo nad państwami Ententy. Wystarczy tylko wspomnieć o problemach z naftą czy żywnością: „Kurier z Lublina” wspominał o nich dosyć często. W styczniu roku 1916 przyszła kolej na raczkującą lubelską motoryzację (i nie tylko). „Głos Lubelski” z 15 stycznia opublikował obwieszczenie wydane na podstawie rozkazu c. i k. wojskowego Generalnego Guberni w Lublinie (…) z listopada 1915 roku. W tymże obwieszczeniu, C. i K. Komendant Obwodu podpułkownik Turnau (nie mamy pojęcia, czy to jakiś antenat pana Grzegorza) zarządził w dniu 11 stycznia rekwizycyę gumy.

1I tu następuje ciekawe, nie tylko ze względów językowych, wyliczenie owej, podlegającej rekwizycji, gumy. A gumą były: gumowe płaszcze do kół automobilowych z okuciem, gumowe płaszcze do kół automobilowych bez okucia oraz stare płaszcze gumowe do kół automobilowych. Trudno powiedzieć, czy wspomniane okucie miało coś wspólnego z dzisiejszym felgami, tym niemniej był to element różnicujący wymieniane w rozporządzeniu opony. W dalszej kolejności wspominano o szarych i czerwonych szlauchach do kół automobilowych: nie sposób tutaj stwierdzić, czy szlauchami określano węże gumowe służące do pompowania kół, czy była to nazwa dętek, które są, jakby na to nie patrzeć, gumowych wężami (pożerającymi swój ogon). Wiadomo, że opony dętkowe znane były już od roku 1891, zatem nic nie stoi na przeszkodzie przyjęciu takiej interpretacji – i ta wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna.

Ofiarą gospodarki wojennej padli nie tylko lubelscy automobiliści: ucierpiała również, zapewne o wiele liczniejsza, społeczność cyklistów. Rekwizycji podlegały bowiem również: gumowe płaszcze do kół rowerowych i gumowe szlauchy do kół rowerowych. Posiadacze opon bezdętkowych (z lanej gumy) też nie mogli spać bezpiecznie, należało bowiem oddać wszelkie pełne gumy tak do kół automobilowych jak i rowerowych. Blady strach padł i na woźniców: ciemne, jasne i czerwone pneumatyki i gumy do kół powozowych… Nie daj Borze (to taki las…) ulewnego deszczu lub powodzi, jako że w punkcie dziewiątym zarządzenia wymieniono całe stare kalosze. Co ciekawe, oszczędzono posiadaczy kaloszy nowych, bo i tak prawdopodobnie nie było ich w sprzedaży. Cóż, gospodarka wojenna…

Punkt dziesiąty zarządzenia wymieniał pozostałe gumy: wszystkie odpadki gumowe jakiegokolwiekbądź pochodzenia, stare szlauchy maszynowe, uszczelniacze flaszkowe i maszynowe, pierścienie gumowe, etc… Zauważcie, że obecność na końcu listy zwrotu etc. (i tak dalej) sprawiała, że – na dobrą sprawę – okupant był w możności zarekwirować wszystko, co gumowe.

Za gumy nowe oferowano poszkodowanym rekompensatę finansową, według przyjętego w Generalnej Guberni w Lublinie cennika; gumy stare i zużyte skupowano na wagę. Wszystkie wspomniane gumy należało dostarczyć do siedziby c. i k. Komisarza rządowego miasta Lublina lub do właściwego Komendanta c. i k. Posterunku Żandarmerii. Następnie gumodawca dostawał poświadczenie, na podstawie którego, po sprawdzeniu – przez specjalną komisję – wagi i wartości gum, otrzymywał asygnatę kasową. Oczywiście płatną za zgłoszeniem się, przez Kasę c. i k. Komendy obwodowej w Lublinie. Prosta i nieskomplikowana procedura, nieprawdaż?

Biada jednak tym, co gumę chcieliby zachować dla siebie! Za, przeciwko gumie wystąpienie, groziły wszystkim gumośmiałkom surowe konsekwencje: w razie zatajenia, fałszywego podania i niedotrzymania terminu będzie winny pociągnięty do odpowiedzialności karnej i grzywną do 2000 rubli oraz przepadkiem zarekwirowanego artykułu ukaranym.

I co? Nie wkurzylibyście się? Chcecie wekować słoiki, a władza zabiera Wam gumowe uszczelki do słoików… Józefa Janc nie wytrzymała:

2Za obrazę straży policyjnej. Janc Józefa została aresztowana i osadzona pod kluczem za obrazę straży policyjnej.

Głos Lubelski z 15.I.1916 r. (Nr 13)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Leżeć: to nie zawsze znaczy to samo…

(r) Ulica Przemysłowa, która nie jest wprawdzie przyłączoną do miasta, znajduje się jednak prawie w śródmieściu, powinna więc wyglądać troszeczkę inaczej. Ciągle słychać skargi i narzekania mieszkańców, tej ulicy na nieporządki, którym niema kto zaradzić. Chodniki przedstawiają przedziwną rozmaitość pułapek czyhających na każdym kroku na biednego przechodnia. Śnieg, gdy raz upadnie, leży dotąd, dopóki go dobroczynne słońce nie usunie. O posypywaniu piaskiem chodników mowy niema. W nocy, naturalnie, o ile nie świeci księżyc, panują tu „egipskie” ciemności. Wprawdzie przed kilkoma miesiącami postawiono parę słupów do latarń, a nawet mówią, że podobno palono w nich jakiś czas lampy naftowe. Chcemy wierzyć, ze tak było, jednak to nic nie zmienia obecnej sytuacyi. P. p. właściciele domów mogliby zupełnie wszystkie te nieporządki usunąć (nie wspominałem tu jeszcze o stanie zdrowotnym niektórych podwórek), a więc nasuwa się pytanie, czy dla zapewnienia lokatorom wygody i bezpieczeństwa, trzeba koniecznie czuć nad sobą groźbę kary administracyjnej?

1

Przez dwa dni w grobie.

W jednym ze szpitali kijowskich leży żołnierz, któremu groziło pogrzebanie żywcem.

„Podczas ataku nieprzyjaciela – pisze „Kijewlanin” – żołnierz otrzymał dwa postrzały z karabinu maszynowego w szyję, przyczem obydwie kule przebiły szyję w pobliżu najważniejszych arteryi. Żołnierz wpadł w głębokie omdlenie i dlatego zapewne nie zauważyli go sanitaryusze rosyjscy, którzy, uważając go za umarłego, pozostawili go  na polu bitwy. Potem część zaatakowanej piechoty odeszła na inna pozycję i na polu bitwy ukazali się sanitaryusze austryaccy. Ale ranni już byli zabrani, więc saniataryusze austryaccy zaczęli grzebać poległych, przyczem razem z dwoma poległymi wrzucili do naprędce wykopanego dołu owego rannego żołnierza, a nad tym grobem ustawili ociosany krzyż. Tymczasem artylerja rosyjska znów zaczęła ostrzeliwać to samo pole, wypierając piechotę austryacką, więc saniatariusze-grabarze przerwali swoją pracę pozostawiając niezasypany grób.

„Była noc głęboka – opowiada ranny – kiedym się ocknął ze swego omdlenia. Z wielkim wysiłkiem natrafiwszy na coś miękkiego (to był trup), spróbowałem się podnieść, ale nieznośny ból zmusił mnie znów do położenia się na wznak. Padając, zobaczyłem nad sobą, na brzegu dołu, w którym leżałem, niewyraźnie bielejący w ciemności, świeżo ociosany krzyż – a obok mnie leżały dwa trupy, już zimne”.

Półświadomy stan, w którym sie znajdował ranny, pomógł mu do zniesienia okropności tych dwóch dni, które przebył w nawpół zakopanej mogile, dopóki nie znaleźli go prawie przypadkowo sanitaryusze rosyjscy, którzy podeszli do grobu. Ranny ten obecnie już jest rekonwalescentem.

Głos Lubelski z 10 I 1915 r. (Nr 10)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation