Na wschodzie bez zmian

Kiedyśmy w wędrówce naszej kronikarskiej zaczepili o Lublin, musimy wspomnieć parę słów o niegodziwym w tem mieście bruku, który może wprawdzie służyć za przedmiot archeologicznych badań, ale w żadnym razie do codziennego praktycznego użytku nie jest przydatnym. Pod tym względem Lublin naśladuje Warszawę, a nawet przeszedł ją w doskonałości. Gdyby na wystawie londyńskiej rozdawano nagrody za obmyślenie najniedogodniejszego sposobu kommunikacyi, bruk lubelski nie lękałby się żadnego współzawodnika.
Ale na cóż się zda dobry bruk w Lublinie? Wszakże dla użytku przyjezdnych, bo miejscowi mało jeżdżą. I gdzież, pytam, ci przyjezdni mają się pomieścić? Gdzie staną na nocleg, gdzie wygody znajdą? Hotele w Lublinie stoją na równi z brukiem miejskim; izby lam nie do mieszkania, sprzęty nie do użycia. Podróżni na noclegach napotykają w nich doskonale zachowane egzemplarze wszystkich zwierząt, co niepotrzebnie wcisnęły się do arki Noego, i jakkolwiek warszawskie hotele bardzo słuszną pod tym względem cieszą się sławą, muszą w tem ustąpić pierwszeństwa Lublinowi, co dowodzi że nie we wszystkiem miasta stołeczne innym przodują.
Prawda że co Lublin traci na bruku i hotelach, to zyskuje na faktorach. Faktorzy lubelscy na cały świat słyną; bez faktora ani kroku w tem mieście zrobić nie można. Ktokolwiek zjeżdża do Lublina, musi się im koniecznie oddać w opiekę: uważają go za swoje własność, swoje rzecz, swój produkt, który dowoli eksploatują. Czy chcesz kupić pieprzu za trzy grosze, czy dom za sto tysięcy, musisz się koniecznie opowiedzieć faktorowi, to cię nie minie. Bez faktora żaden się interes nie ubije, żadna sprawa nie załatwi, żaden zamiar nie dojdzie do skutku. I do czegóż oni służą? zapytacie. Oto do tego, żeby za wszystko co się kupuje drożej zapłacić, aniżeli gdyby się to zwykłym sposobem, bez pośrednictwa, odbywało; bo tak kupujący jak kupiec muszą się opłacić faktorowi na kupnie. Faktorzy, to jeszcze ostatnia pozostałość staroszlacheckiego przesądu, który nie pozwalał nam nic samym przez się czynić, jak gdybyśmy rąk, nóg i języka nie posiadali, to krętarstwo i zamącenie głowy, zaszczepione na wrodzonem lenistwie naszem i żyjące z niego. Czasby już był wielki poprawić się z tego. Zyskają na tem obywatele, nie pozwalając darmo z siebie wydrwiwać pieniędzy, zyskają i faktorzy, zmuszeni tym sposobem wziąć się do pożyteczniejszego rzemiosła.

Kronika tygodniowa, „Tygodnik Ilustrowany”, 1862 , nr 153, s. 82-83 

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.