Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Dlaczego się czepiam?

WANDALIZMY  JĘZYKOWE.

„W imię humanitarnej tendencyi, w imię uniwersalnej kultury, podnosimy sztandar progresyjnych idei.

Zrywając z archaizmem, z antyutylitarną kontemplacyą abstrakcyjną i z konserwatywnym obskurantyzmem — chcemy realnych instytucyj, na komunalnej opartych emancypacyi. Tylko tym sposobem handel i industrya może odpowiedzieć postulatom pozytywneyo sawantyzmu.

Antagoniści nasi, reprezentując kontrujące nam opinie, frymarczą-niemi, przedstawiając je jako certyfikat entuzyazmu.

Relatywnie maja oni może racyę…. lecz czyliż, tym sposobem nie multiplikują się i tak już skomplikowane dezorganizacyjne elementa?”

Dosyć, dosyć! wołacie czytelnicy – Co to ma być? kto to ma rozumieć – pytacie.

— Ponieważ niechcę wam dawać „asumptu, do seryo wymotywowanego malkontentyzmu. a salwując lingwistyczny puryzm, jako jedną z najbardziej generalnych retorycznych kondycyi ” — muszę was objaśnić że jest to próbka języka polskiego.

Gdzie ja ten ustęp czytałem? już niepamiętam, dość, że czytałem, możem zresztą, powtarzając z pamięci cokolwiek go zmienił, ale jeślibyście chcieli ..autentyczniejszej” próbki, to wam mogę dostarczyć na każde zawołanie ogromny bukiet tak miłego kwiecia wymowy polskiej, a uzbieram go bez trudu – bo niwa dziennikarska obfituje w to zielsko… przepraszam, chciałem powiedzieć w te kwiaty polszczyzny. Przydałoby się może nawet podanie ogrodu, zkądl każdy taki kwiatek zerwany został.

Odłóżmy już żart na stronę, bo to wcale nie do śmiechu. Przyznajcie się Sz. Czytelnicy, że gwara, jaką do was przemówiłem, nie wydała się wam znów tak bardzo potworną, jak jest nią rzeczywiście.

O przyczynie tak dziwnego faktu dałoby się dużo powiedzieć, a może pospierać, niedotykając więc tego przedmiotu, pragnę jedynie zauważyć, że wina to w znacznej części nie Wasza. Ucho tak się oswoiło z wskrzeszonym makaronizmem, jak z przeróżnemi błędami przeciw pisowni i składni polskiej, codzień spotykanemi w niektórych czasopismach; przyzwyczailiście się tak do germanizmów, że rozumiecie już takowe wcale dobrze, albo usiłujecie rozumieć, a ćwicząc się pilnie, może sami wkrótce zaczniecie rozmawiać ta „gwara przyszłości,” jeśli nikt nie położy swego „vcto,u karcąc ostro wzrastające nieposzanowanie rodzinnej mowy. Każdym językiem można dobrze i źle pisać — można rozwijać czystość i powaby mowy, ale można też zacierać wszystkie jej zalety. Wszak w jednych ustach olśniewa ona przepychem, bogactwem wyrazów, zachwyca pięknością, a z innych wychodzi uboga, karłowata i sztywna. Jeśli więc zdarzy się, że niektóre dziennikarskie pióra, nieumieją lub niechcą dobrze pisać, jeśli także pewnym organom wygodnie jest mieć na zawołanie słabo piszące pióra, niedziwmy się bardzo temu. Góruje tu nad obowiązkiem interes, silniejszy od zasad, ale czem wyjaśnić obojętność czytelników, spokojnie patrzących na znęcanie się nad bogatą, czystą i dosadną naszą mową.

Czem usprawiedliwić tych, co mogą skutecznie złe karcić, a nie czynią tego?!

Doprawdy, nieśmiem domyślać się głośno. Zważmy przecież, że i bez udziału niedbalstwa, za wiele czynników pracuje nad kaleczeniem języka, aby mógł być przez lada pióro okradany ze swych, wdzięków i czystości na polu, na którein najłatwiej zawołać „nie pozwalam!”

Pamiętajmy o tem, że dzieło zniszczenia daleko łatwiej dokonywa się, aniżeli budowania. Obyśmy się zapóżno nie spostrzegli, gdy zło już zbyt dotkliwe wyrządzi szkody! Język nasz nie jest bowiem dziką płonką, lecz wspaniałem, wielo wiekowern, rozłożystem drzewem.

Czyż wiec wolno spadkobiercom wielkiego pomnika, obojętnie patrzeć, jak go podkopują, łamią i niszczą ci, których mamy za jego stróżów i opiekunów?

Język przepełniony obcemi naleciałościami, zamiast stawać się piękniejszym i zrozumialszym, psuje się, traci swą siłę i wszystkie zalety, zwłaszcza gdy chodzi o ścisłość w wyrażaniu się. Mowa taka, choćby była niegdyś giętką i bogatą, choćby miała swoja epokę świetności, musi uledz i stanie się prędko ubogą gwarą pospólstwa.

Czyż zbrakło nam już sił żywotnych, abyśmy cudzemi sokami zasilali swą mowę, gdy dotąd zaszczytna tylko rola była naszym udziałem?

Wszystkie te gorzkie uwagi, podyktowało mi uczucie żalu i oburzenia, budzące się niemal tyle razy, ile razy weźmie się niektóre dzienniki do ręki i przyczyta rozprawy polityczne, oceny teatralne, tłumaczone powieści, lub tak zwane brukowe wiadomości. Wszak to codzienna strawa setek tysięcy czytelników, jedyne niemal źródło drukowanej mądrości dla wielu, w którego nieomylność wierzą jeszcze niezachwianie. Cóż tedy znaczy dodatni wpływ mocarzy literatury, gdy ten ogół raz na rok weźmie do ręki wzorowym językiem napisaną książkę, a codzień niemal zaznajamia się z nowym zlepkiem wszystkich języków świata, podawanym jako polski.

Wszak to drukowane! zaczyna więc ten i ów nowe makaronizmy stosować w mowie, jako coś doskonalszego i wyższego, dla olśnienia braci, mówiącej „po prostu.” Pełno więc w rozmowie „interpretacyi i modulacyi.” Tendencya lepiej brzmi dla niektórych uszu niż dążność, a lingwisłyczny puryzm piękniejszy, aniżeli dbałość o czystość mowy.

Jaka na to rada? oto pytanie nie łatwe do rozwiązania, gdy dziś każdy ma się za nieomylnego i cudzych rad niezwykł przyjmować.

Podług mnie, najlepszym środkiem byłoby poważne, alo śmiało wytykanie ważniejszych wybryków, jakich się dopuszczają lekkomyślne czasopisma, oraz zaznaczenie w osobnej rubryce- z;itytułowanej up. „Dziwolągi językowe.”

Środek ten, zastosowany od czasu doczasu przez starannie prowadzone czasopisma, prawdopodobniej lepiejby poskutkował, aniżeli najgorętsze, lecz nikogo niedotykające nawoływania. Pożytek z tego byłby nawet podwójny. Dziennik X lub Z stałby się wobec tej czujności uważniejszym w poprawianiu artykułów niopewnem pisanych piórem,-szerszy zaś ogół dowiadywałby się ku pożytkowi swemu, co było źle powiedzianem i dla czego? Strata z jednej strony równoważyłaby się pewną korzyścią z drugiej.

Odwołuję się więc, w imienin czytającego ogółu do was Redaktorzy dajcie dobry początek, użyjcie siły, jaka w was spoczywa, do karcenia niedbalstwa młodszej braci po piórze.

Stańcie na straży czystości mowy – a prócz własnego zadowolenia ze spełnionego obowiązku, zyskacie trwałą wdzięczność ogółu.

Erazm Majewski. Warszawa  19 grudnia 1891.

Źródło: Wędrowiec 1892, nr 1

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: