Redaktor biel tworzy. Znowu się czepiam. ZOBACZ

Czy to tabletki z suszonej żaby jeszcze trzymają?

Niemieccy władcy? To znaczy Otton III, Fryderyk Barbarossa i Henryk V? A może Otton I? Lub inni jeszcze…? Chyba jednak woleli turnieje rycerskie, zjazdy gnieźnieńskie lub niewyszukaną grabież, palenie i gwałty (ale nie swoich Ukrainek).

Czyli że flagi wywiesza w celu rozwiewania wątpliwości natury „kto tu rządzi”? Ciekawa koncepcja, niewątpliwie ma „to coś” (a jeśli to nie jest UROK, to…)

O mój borze (to taki las)
Ratuj się kto może,
bo wstawszy z mogiły
POSTACI wróciły.

A puste już groby
szepczą nam czule
dlaczego OSOBY…
ich nie ma wogóle?!

Lecz nie mam już siły
bo one się jeszcze – nieszczęsne – roiły!

Bomba dała znak? Znaczy co? Wybuchła? A dlaczego nie mogła, jak to bomby mają w zwyczaju, po prostu pójść w górę? A konie rzuciły się do przodu, bo wolały rzucić się w przepaść, niż brać udział w tym opisie. Albo jeśli jednak wybuchła, to biedactwa dały w długą i uciekały?


Naprawdę błyskotliwe wnioskowanie. Redaktor może nie zdaje sobie sprawa, ale była WOJNA i OKUPACJA NIEMIECKA. W tym czasie ginęło i cierpiało wiele tysięcy osób, a wyścigi konne zapewne odbywały się i w innych miejscach. W Lublinie od getta do wyścigów jednak, jak słusznie Pan (?) Redaktor zauważa było kilka kilometrów. Gonitwy nie odbywały się ulicami dzielnicy żydowskiej. No, chyba że chodzi o to, że okupant zamykając ludzi w gettach i obozach chciał im uniemożliwić przede wszystkim kibicowanie na imprezach sportowych… W dodatku zamieszczony film, sugeruje swym tytułem bezpośrednią bliskość tych dwóch miejsc / zdarzeń.

Co by jednak nie mówić, nie da się w Lublinie obronić tezy, że podobnie jak w Warszawie, po jednej stronie muru bawili się ludzie (tam na karuzeli), po drugiej zaś umierali.

To znaczy co: opowiadał im dowcipy?

Lokalni bonzowie niemieccy? A już nie VIP-y? Ja wiem, że Pan (?) nie lubisz tych Niemców, ja też zresztą nie. Ale nie możesz się Pan (?) zdecydować, czy zasługują na szacunek „prostaczka” (VIPowie) czy niechęć i pogardę (bonzowie)? Zasadniczo błędem koszmarnym to nie jest, ale język powinien charakteryzować się elegancją i logiką, a te wiążą w naszej tradycji bonzów raczej z półświatkiem, narkotykami i przestępczością. No, chyba że Pan (?) coś wiesz o tych Niemcach, co nam maluczkim jest nieznane. Np. że byli buddystami:

Słownik PWN tako rzecze:
▸ bonza
1. buddyjski duchowny w Chinach i Japonii;
2. z niechęcią o człowieku zajmującym wysokie stanowisko

A może chodziło o bonsai (takie drzewko). Że stali tam ci Niemcy jako drzewa, a że byli nikczemni czyli mali… Małe drzewka?

Źródło: niestety znowu lublin.gazeta.pl

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.